Protest lekarzy: urlopy na żądanie i powołanie do wojska
30.05.2007
Kolejny dzień protestu lekarzy. Ci, którzy nie strajkują, mają dziś brać urlopy na żądanie - na znak poparcia dla protestujących. Tymczasem w Krakowie jeden z lekarzy dostał... powołanie do wojska.
Wiele szpitali pracuje jak na ostrym dyżurze. Oprócz tego lekarze prowadzą strajk "administracyjny" - nie wypełniają dokumentacji medycznej, szpitalnej statystyki, a zwolnienia dla pacjentów wypisują na drukach innych niż oficjalnie wymagane przez ZUS.
Przedstawiciele Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy szukali wczoraj poparcia dla swych postulatów u wicepremiera Romana Giertycha. Nie usłyszeli konkretnych obietnic, a jedynie zapewnienie, że LPR będzie wspierać podwyżki dla pracowników medycznych w pracach nad budżetem państwa.
W poniedziałek podczas rozmów z lekarzami wicepremier Przemysław Gosiewski zaproponował dotychczas zwiększenie o 5,8 mld zł nakładów na ochronę zdrowia w 2008 r.
"Dziennik Polski" napisał dzisiaj, że Dr Jacek Lorkowski ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie otrzymał wczoraj kartę powołania do wojska. Ma stawić się w jednostce dzisiaj w południe.
- To akcja polityczna, wymierzona przeciwko strajkującym lekarzom - przekonuje. - To rutynowe, zaplanowane wcześniej działania, których celem jest sprawdzenie gotowości bojowej jednostki - twierdzi Wojskowa Komisja Uzupełnień.
- Nie rozumiem, dlaczego człowieka z doktoratem, potrzebnego wielu pacjentom, ni stąd ni zowąd wyrywa się do czynnej służby wojskowej? Przecież nie ma ani wojny, ani stanu klęski żywiołowej! - oburza się dr Piotr Jaszczyński, przewodniczący Komisji Zakładowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w Szpitalu Uniwersyteckim.
Jeszcze bardziej wzburzony jest sam zainteresowany. - Uważam, że jestem szykanowany politycznie. Niczym innym nie potrafię wytłumaczyć przysłania mi karty powołania akurat we wtorek, w przeddzień zaostrzenia protestu lekarzy - mówi dr Lorkowski. - Z karty nie wynika, czy będę w wojsku rok czy dwa albo trzy. Jak mam się przygotować?
Źródło: onet.pl i Dziennik Polski