Jak szpital łata dziury w grafiku
26.11.2007
W Zielonej Górze sposobem jest praca lekarza na etacie w jednym szpitalu, a na kontrakcie w innym.
Rozmowa z Waldemarem taborskim, dyrektorem szpitala w Zielnej Górze:
Beata Tokarz:
Czy po 1 stycznia nie będzie miał nas kto leczyć?
Waldemar
Taborski: Taka możliwość istnieje, choć w naszym szpitalu zagrożenie jest mniejsze niż w innych placówkach. Problem rozwiążą kontrakty. Na kontraktach jest 30 naszych specjalistów, z 50 trwają rozmowy. Innej możliwości wyjścia z impasu nie widzę.
Lekarze chcą przechodzić na kontrakty? Nowa ustawa daje im przecież możliwość walki o większe pieniądze na etacie.
- Lekarze rozumieją sytuację. Na szczęście jest coraz więcej chętnych przejścia na kontrakty. Bo co nam zostaje? Wprowadzanie jednego dyżurnego na kilku oddziałach jest naruszeniem umowy z NFZ. Można jeszcze wprowadzić pracę na zmiany, ale to nie urządza ani nas, ani lekarzy, którzy mają prywatne gabinety, rodziny. Na kontraktach łatwiej dopasują godziny pracy do swoich i naszych potrzeb.
Nie ze wszystkimi lekarzami uda się jednak podpisać kontrakty do końca roku. Co z nimi?
- Mam nadzieję, że wejście w życie ustawy zostanie odłożone o co najmniej trzy miesiące. Wtedy być może zdążymy. Jeśli nie, poszukamy specjalistów z zewnątrz. Już teraz potrzebujemy głównie pulmonologów, terakochirurgów i okulistów.
A jeśli to właśnie powiatowe szpitale zaczną ściągać lekarzy od was?
- Już tak się dzieje. To kwestia ustawienia godzin pracy i dogadania się. Gdyby nie nasi specjaliści, wiele oddziałów w terenie musiałoby zniknąć.
Można jeszcze namawiać lekarzy na etatach, by zgadzali się na dyżury.
- To połowiczne wyjście. Mnie w ogóle nie satysfakcjonuje. Nawet jeśli lekarz się zgodzi na dłuższą pracę, to też ma określony limit nadgodzin. I co z tego, że zostanie w szpitalu kilka godzin dłużej, skoro i tak nadal mam dziury w dyżurnym grafiku.
To jak chce pan zapewnić obsadę dyżurów?
- Sposobem jest praca lekarza na etacie w jednym szpitalu, a na kontrakcie w innym.
Wtedy jednak obowiązkowe 11 godzin odpoczynku lekarza w każdej dobie stanie się fikcją.
- Tak, ale zgodną z prawem. Zresztą interpretacje tego zapisu są różne. Jako prawnik rozumiem go literalnie - odpoczynek lekarzowi się należy. Ale co będzie robił w czasie wolnym od pracy w mojej placówce, to już jego sprawa.
A gdy lekarze zechcą 120 zł za godzinę dyżuru, jak to jest w Łodzi?
- Przy takich kontraktach z NFZ to science fiction.
(Waldemar Taborski, 54 lata, prezes lubuskiego oddziału Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej. Wiceprzewodniczący Niemiecko-Polskiej Akademii Zdrowia. Od 27 lat kieruje szpitalami. W latach 1997-98 dyrektor Invest Banku we Wrocławiu. Od 1999 r. dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Zielonej Górze
Źródło: Gazeta Wyborcza